Fitch ostrzega przed korektą AI. Ja myślę, że to za mało - bo problem jest głębszy
Fitch Ratings stawia korektę rynku AI wśród największych globalnych ryzyk kredytowych. Uważam, że to nie tyle trafna prognoza, co symptom uzależnienia całej gospodarki od jednej narracji – i to jest gorsze niż sama korekta.
Fitch Ratings właśnie umieścił korektę rynku AI na liście największych globalnych ryzyk kredytowych. Uważam jednak, że to nie tyle trafna prognoza, co symptom czegoś znacznie bardziej niepokojącego – naszego całkowitego uzależnienia od jednej narracji inwestycyjnej.
Dlaczego Fitch ma rację – i dlaczego to za mało
W opublikowanym w tym tygodniu raporcie Global Risk Outlook za trzeci kwartał agencja wskazuje, że skala inwestycji w AI jest tak duża, iż ewentualne zachwianie równowagi nie ograniczyłoby się do sektora technologicznego. Fitch pisze wprost: „powiązanie rynków kapitałowych i całej gospodarki z AI stworzyło podatność na ryzyko kredytowe”. To rozsądna diagnoza, ale moim zdaniem nie sięga sedna.
Fitch obawia się efektu domina. Ja obawiam się, że efekt domina jest już wbudowany w strukturę obecnej hossy – i nie wystarczy go nazwać, by go zażegnać.
Siedemset miliardów dolarów rocznie – czy to się spłaci?
Liczby, które przytacza Fitch, robią wrażenie. Wskaźnik CAPE (cyklicznie skorygowany stosunek ceny do zysku) S&P 500 jest blisko poziomów z późnych lat 90. ubiegłego wieku, czyli tuż przed pęknięciem bańki internetowej. Emisja obligacji korporacyjnych w USA wzrosła o 26% w pierwszym półroczu 2026, a sama szóstka gigantów – Amazon, Alphabet, Nvidia, Meta, Oracle i SpaceX – sprzedała obligacje za około 182 miliardy dolarów. To zadłużenie trafiło już na rynek europejski.
Najbardziej niepokoi mnie jednak prognoza wydatków kapitałowych. Alphabet, Amazon, Meta i Microsoft mają w tym roku wydać łącznie około 700 miliardów dolarów – to wzrost o 75% w porównaniu z poprzednim okresem. I co ważne, tempo to przewyższa generowane przez te firmy przepływy pieniężne. To nie jest inwestowanie z nadwyżek, to zakład na przyszłość.
Nie bańka, tylko zakład o wszystko
Bank Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) ostrzegał już wcześniej, że krach AI może uderzyć w rynki kredytowe równie mocno jak kryzys z 2008 roku. Fitch powtarza to ostrzeżenie, ale ja widzę różnicę. W 2008 roku ryzyko było skoncentrowane w papierach wartościowych zabezpieczonych hipotekami. Dziś jest rozlane na cały ekosystem – od centrów danych po obligacje technologiczne, które kupują fundusze emerytalne i instytucje, które nie mogą sobie pozwolić na stratę.
Prawdziwym problemem nie jest to, czy nastąpi korekta, tylko to, że nie ma alternatywnego silnika wzrostu. Jeśli AI nie zacznie przynosić oczekiwanych zwrotów w ciągu najbliższych 2-3 lat, nie będzie chodziło tylko o spadek wycen akcji. Chodzi o to, że cała konstrukcja zadłużenia korporacyjnego, która opiera się na wierze w ciągły wzrost AI, może runąć.
Uważam, że Fitch słusznie wskazuje ryzyko, ale bagatelizuje jego głębię. Korekta to nie jest scenariusz, który trzeba przewidzieć – to scenariusz, który już jest wpisany w cenę każdej obligacji i każdej akcji. Dlatego zamiast pytać „czy korekta nadejdzie”, powinniśmy pytać „co zastąpi AI, gdy ta narracja się wyczerpie”. Bo na razie nie widzę niczego, co mogłoby przejąć pałeczkę.


