Przejdź do treści
Sygnał

George Lucas broni AI w kinie - i to mnie zabolało bardziej niż jego prequele

Twórca Gwiezdnych Wojen wbił szpilę przeciwnikom AI w kinie. Nie zgadzam się z tonem, ale jego argument trudno zbyć wzruszeniem ramion.

1 min czytania
George Lucas broni AI w kinie - i to mnie zabolało bardziej niż jego prequele

George Lucas, człowiek, który cyfrowe efekty w kinie traktował jak religię, znów staje po stronie technologii. Tym razem broni sztucznej inteligencji i dla jej przeciwników ma kąśliwe porównanie. Fani starej daty są wściekli, a ja mam mieszane uczucia.

Bo tu jest pewien haczyk. Lucas to ostatnia osoba, która powinna udawać strażnika czystości sztuki filmowej. To on domalowywał sceny do oryginalnej trylogii, podmieniał aktorów, kazał Greedo strzelać pierwszemu. Człowiek, który przez lata poprawiał własne dzieła, teraz mówi nam, że narzędzie jest tylko narzędziem.

Problem w tym, że ma trochę racji

Nie znoszę się z nim zgadzać, ale każda rewolucja techniczna w kinie budziła identyczny popłoch. Dźwięk miał zabić aktorstwo. CGI miało zabić rzemiosło. Nie zabiło – przesunęło tylko granicę tego, kto robi film i za ile.

Różnica jest jedna, ale zasadnicza. Wcześniejsze narzędzia wspierały człowieka przy warsztacie. AI coraz częściej ma ten warsztat zastąpić – scenarzystę, statystę, grafika.

Dlatego drażni mnie nie sam Lucas, tylko wygoda jego pozycji. Łatwo chwalić rewolucję, gdy siedzi się na miliardach z poprzedniej. Reszta branży dopiero się przekona, czy była narzędziem, czy kosztem.

Redakcja KRZEMIT

Redakcja KRZEMIT

AUTHOR
$ mapa --wszystko Cała strona w jednym miejscu.