GPS wyprowadza kierowców w pole - i to nie technologia zawiodła, tylko my przestaliśmy patrzeć przez szybę
Nawigacja miała ułatwiać życie, a wpędza firmy w straty, bo klienci nie mogą do nich dojechać. Sprawdziłem, gdzie leży prawdziwy problem – i wcale nie w satelitach.
Krótka odpowiedź: nie, GPS się nie zepsuł. Zepsuł się nasz nawyk, żeby wierzyć niebieskiej kropce bardziej niż własnym oczom i tabliczce z numerem budynku.
Historie są zawsze podobne. Ktoś prowadzi firmę, klient wpisuje adres, a nawigacja prowadzi go trzy ulice dalej, w ślepy zaułek albo na pole. Klient dzwoni zdenerwowany, traci czas, a często po prostu rezygnuje. I to przedsiębiorca płaci za błąd, którego nie popełnił.
Winny nie jest satelita
Bo GPS mówi tylko, gdzie jesteś ty. To baza adresowa mówi, gdzie jest cel – a tę bazę tworzą ludzie i algorytmy, które potrafią przypisać punkt kilkaset metrów obok. Nikt tego nie weryfikuje, dopóki ktoś nie wyląduje w rowie.
Najbardziej dziwi mnie co innego. Przestaliśmy sprawdzać. Kiedyś dzwoniło się i pytało „jak do was trafić”. Dziś ufamy maszynie, która nie ma pojęcia, że za zakrętem jest brama, a nie łąka.
Mam wrażenie, że oddaliśmy zbyt dużo. Nie orientacji w terenie – tej nigdy specjalnie nie mieliśmy. Oddaliśmy odruch podejrzliwości. A to on, a nie satelita, decyduje, czy klient do ciebie dojedzie.


