Przejdź do treści
Sygnał

Ktoś zamienił gry ze Steama na kartridże - i pokazał mi, jak bardzo tęsknię za posiadaniem czegokolwiek

Gracz z Reddita stworzył fizyczne kartridże dla gier ze Steama. Efektowne, ale iluzoryczne. I właśnie ta iluzja mówi o nas najwięcej.

2 min czytania
Ktoś zamienił gry ze Steama na kartridże - i pokazał mi, jak bardzo tęsknię za posiadaniem czegokolwiek

Krótka odpowiedź dla niecierpliwych: nie, tak zrobione kartridże nie dają ci prawdziwej własności gry. To dysk SSD z grą ze Steama i skryptem, który po podłączeniu do stacji dokującej odpala właściwy tytuł. Wygląda jak posiadanie. Nim nie jest.

Zobaczyłem ten projekt i przez chwilę poczułem czyste dziecięce ukłucie. Fizyczny kartridż. Coś, co można wziąć do ręki, postawić na półce, pożyczyć koledze. A potem przypomniałem sobie, że to tylko piękna dekoracja na czymś, co i tak należy do korporacji.

Dlaczego dorosły człowiek buduje sobie kartridże w 2024 roku

Bo tęsknimy za dowodem posiadania. Kiedyś kupowałeś grę, dostawałeś pudełko, instrukcję, czasem mapę. To było twoje. Dziś kupuję „licencję na dostęp”, a Steam łaskawie pozwala mi w nią grać, dopóki serwer działa i dopóki regulamin się nie zmieni.

Ten redditowy majsterkowicz zrobił coś głębszego, niż mu się wydaje. Nie rozwiązał problemu miejsca na dysku. Odtworzył rytuał. Wkładasz kartridż – jak wkładało się kasetę do Pegasusa czy płytę do PlayStation – i coś się dzieje. Gest ma znaczenie, którego kliknięcie „Zainstaluj” nigdy nie da.

Problem w tym, że pod spodem dalej jest chmura. Jeśli Steam kiedyś zamknie konto albo wycofa grę, twój śliczny kartridż stanie się drogim breloczkiem. Autor sam to przyznaje: lepszą alternatywą pozostaje GOG, który pozwala instalować gry offline, bez smyczy do sieci.

Kupujemy dostęp i udajemy, że to nasze

I tu robi się niewygodnie. Nie chodzi tylko o gry. Filmy na platformach, muzyka w streamingu, e-booki, które „znikają” z czytnika – wszystko przeszło na model wynajmu, a my udajemy, że nadal coś mamy.

Ten kartridż to dla mnie mały pomnik naszego samookłamywania. Wydajemy realne pieniądze, budujemy fizyczne obudowy na cyfrowe dymy, byle poczuć, że jesteśmy właścicielami, a nie dzierżawcami.

Podziwiam pomysłowość i zazdroszczę wolnego czasu. Ale najbardziej zapamiętam to jako ostrzeżenie: jeśli musisz sam sobie majstrować dowód posiadania, to znaczy, że dawno przestałeś cokolwiek posiadać.

Redakcja KRZEMIT

Redakcja KRZEMIT

AUTHOR
$ mapa --wszystko Cała strona w jednym miejscu.