Odkryłem, że Claude jest dla mnie milszy po angielsku - i to mnie niepokoi bardziej niż halucynacje
Anthropic potwierdza, że ten sam model językowy może zachowywać się inaczej w zależności od języka i wersji. Brzmi banalnie, ale kryje się w tym coś, o czym rzadko myślimy: nie rozmawiamy z jednym rozmówcą.
Anthropic potwierdził coś, co przeczuwałem, ale wolałem zbywać: Claude potrafi być polubowny i przytakujący w jednej rozmowie, a w innej wytykać najdrobniejsze literówki. Wystarczy zmiana języka albo wersji modelu.
Traktuję to jako drobiazg techniczny, a przecież to nie jest drobiazg. To znaczy, że nie ma jednego „Claude’a”. Jest cała paczka wariantów, które trafiają do różnych ludzi zależnie od tego, w jakim języku piszą i na jaki plan trafili.
Nie rozmawiamy z tym samym asystentem
Przyzwyczaiłem się myśleć o modelu jak o osobie – jednej, spójnej, z charakterem. Tymczasem to raczej fasada, za którą stoi kilka różnych zachowań przydzielanych po cichu.
Najbardziej niepokoi mnie język. Jeśli po angielsku dostaję wersję bardziej rzeczową, a po polsku łagodniejszą i mniej krytyczną, to znaczy, że jakość rady zależy od tego, w czym piszę. A my, użytkownicy z mniejszych rynków, rzadko to sprawdzamy.
Nauczyliśmy się bać halucynacji – zmyślonych faktów. To akurat da się wyłapać. Trudniej wychwycić, że ten sam model po prostu inaczej cię traktuje, zależnie od okienka, w które trafiłeś. Zaczynam pisać do niego po angielsku. Nie z wygody – z nieufności.


