Roboty ruszyły na szturm plaży - i najbardziej niepokoi mnie to, jak łatwo mi przyszło uznać to za postęp
Po raz pierwszy w desancie morskim na brzeg weszły roboty zamiast żołnierzy. Zamiast ulgi poczułem coś zupełnie innego – i to mnie zawstydziło.
Przeczytałem, że po raz pierwszy w historii roboty wykonały desant morski – dopłynęły do brzegu i zaczęły szturm zamiast ludzi. I moją pierwszą reakcją była ulga. Dopiero druga reakcja mnie zaniepokoiła.
Odruch, który sam sobie wyrzucam
Bo pomyślałem dokładnie to, co miałem pomyśleć: świetnie, nikt nie ginie na plaży. Desant zawsze był momentem, w którym żołnierz jest najbardziej bezbronny – dopływasz do obserwowanego brzegu, opuszczasz transporter i dopiero szukasz osłony. Skoro robot może przyjąć tę pierwszą serię pocisków zamiast człowieka, to przecież czysty zysk.

Problem w tym, że ta logika ma cichy drugi człon. Jeśli wojna przestaje kosztować życie własnych żołnierzy, to znika też jeden z najstarszych hamulców przed jej rozpoczęciem. Trumny wracające do domu były zawsze rachunkiem, który wyborca widział. Roboty takiego rachunku nie wystawiają.
Przez całe dekady zakładaliśmy, że ktoś po prostu musi podjąć to ryzyko na brzegu. To było okrutne, ale trzymało decydentów w ryzach. Teraz mam wrażenie, że oglądam początek końca takiego myślenia – i nie jestem pewien, czy to dobra wiadomość.

Znam ten schemat z zupełnie innego świata
Najdziwniejsze jest to, jak bardzo ten odruch przypomina mi coś z codzienności. Kiedy jakiś koszt znika z pola widzenia, przestajemy go liczyć. Płacę telefonem, więc nie czuję, że wydaję. Zamawiam kuriera, więc nie widzę kolejki. Wygoda działa jak znieczulenie.
Wojna prowadzona maszynami to ta sama mechanika, tylko w najgroźniejszej możliwej wersji. Im mniej boli decydenta, tym łatwiej mu nacisnąć guzik. Technologia nie zmienia natury konfliktu – ona tylko obniża jego odczuwalną cenę dla tej strony, która ma lepszy sprzęt.
I tu jest sedno, którego wolałbym nie zauważać. Roboty na plaży nie chronią przed wojną, tylko przed jej konsekwencjami politycznymi. A gdy konsekwencje znikają, wojen bywa więcej, nie mniej.
Zawstydziła mnie ta pierwsza ulga. Bo była szczera, ludzka i całkowicie krótkowzroczna. Prawdziwym testem naszej dojrzałości nie będzie to, jak dobre zbudujemy maszyny do szturmu – tylko czy wciąż będziemy się bać wysyłać je na plażę.


