Przejdź do treści
Sygnał

Rowerek Tesli za tysiące złotych to nie zabawka - to bilet wstępu do klubu bogatych tatusiów

Tesla wypuściła rowerek dla dzieci w cenie, która potrafi rozbawić do łez. Ale to nie pomyłka cennikowa – to precyzyjnie wycelowany produkt, który goli rodziców po mistrzowsku.

1 min czytania
Rowerek Tesli za tysiące złotych to nie zabawka - to bilet wstępu do klubu bogatych tatusiów

Śmiałem się na głos, kiedy zobaczyłem cenę rowerka dla dzieci od Tesli. A potem przestałem, bo zrozumiałem, że to wcale nie żart. To strategia.

Marka, która sprzedaje samochody, nagle sprzedaje ci zabawkę dla dziecka z tym samym logo na ramie. I dokładnie o to logo tu chodzi.

Nie kupujesz roweru, kupujesz przynależność

Dziecko przejedzie na takim rowerku dwa sezony i wyrośnie. Za te same pieniądze kupisz porządny sprzęt trzem dzieciakom z osiedla. Ale wtedy sąsiad nie zobaczy naklejki Tesli.

To ten sam mechanizm, który każe nam płacić za kubek Stanleya czy klapki z paskiem znanej marki. Produkt jest pretekstem. Płacisz za sygnał wysyłany do innych rodziców pod przedszkolem.

Dziwi mnie tylko to, jak sprawnie firmy technologiczne nauczyły się sprzedawać status zamiast funkcji. Tesla nie musi udowadniać, że rowerek jeździ lepiej. Wystarczy, że kosztuje tyle, by nie każdy mógł go mieć.

Najzabawniejsze jest to, że kupujący doskonale o tym wiedzą. I płacą właśnie dlatego. To nie oszustwo – to umowa, w której obie strony udają, że chodzi o rower.

Redakcja KRZEMIT

Redakcja KRZEMIT

AUTHOR
$ mapa --wszystko Cała strona w jednym miejscu.