George Lucas, człowiek, który cyfrowe efekty w kinie traktował jak religię, znów staje po stronie technologii.
Tym razem broni sztucznej inteligencji i dla jej przeciwników ma kąśliwe porównanie.
Fani starej daty są wściekli, a ja mam mieszane uczucia.Bo tu jest pewien haczyk.
Lucas to ostatnia osoba, która powinna udawać strażnika czystości sztuki filmowej.