Subskrypcja na funkcje, które już masz w sprzęcie, to najgorszy trend dekady
Podgrzewane fotele za miesięczną opłatą były początkiem. Teraz to samo robią producenci elektroniki. Czas powiedzieć dość.
Najpierw były podgrzewane fotele w aucie za abonament, mimo że grzałka była już w środku. Dziś ten sam pomysł wchodzi do elektroniki: płacisz miesięcznie za funkcję, którą fizycznie masz w urządzeniu.
To nie jest sprzedaż usługi. To wynajem czegoś, co już kupiłeś. Różnica jest fundamentalna i warto ją nazwać po imieniu.
„Jeśli funkcja działa offline i jest w urządzeniu, to abonament za nią nie jest usługą. To zamek na czymś, co jest już Twoje.”
01Gdzie przebiega granica
Abonament ma sens, gdy płacisz za coś, co realnie kosztuje dostawcę: serwery, aktualizacje map, chmurę. Nie ma sensu, gdy odblokowuje funkcję, która działa lokalnie i nie generuje żadnego kosztu po stronie producenta.
02Jak rozpoznać pułapkę przed zakupem
- Funkcja działa bez internetu, a mimo to wymaga abonamentu.
- Sprzęt ma podzespół (kamerę, czujnik), który „włączysz” dopłatą.
- Po wygaśnięciu opłaty tracisz coś, co działało w dniu zakupu.
03Co możemy zrobić
Głosować portfelem i nagłaśniać. W recenzjach KRZEMIT każdy taki abonament-pułapka ląduje wprost w minusach werdyktu, nie w drobnym druku.


