Wróciłem do płyt CD i nagle zrozumiałem, dlaczego luksusowy odtwarzacz Cayin CP6 ma sens
Odtwarzacze CD znikają ze sklepów, a producenci wypuszczają luksusowe modele. To nie sprzeczność – to dokładnie ten sam mechanizm, który podniósł ceny winyli.
Coraz trudniej kupić porządny odtwarzacz płyt CD, a jednocześnie na rynek trafia Cayin CP6 – sprzęt z górnej półki. Brzmi jak paradoks, ale to logiczny finał każdego umierającego formatu: masówka znika, zostaje luksus dla wiernych.
Sam przez lata traktowałem płyty jak balast. Wrzuciłem wszystko do chmury i uznałem sprawę za zamkniętą. A potem zorientowałem się, że nie posiadam żadnej z tych piosenek – wynajmuję do nich dostęp, dopóki płacę abonament.

To dokładnie ten sam scenariusz, który przerabiamy z grami. Coraz częściej w pudełku znajdziesz nie płytę, tylko kod. Kupujesz opakowanie po produkcie, którego fizycznie nie ma.
Luksus jako ostatni bastion
Winyl przeszedł tę drogę wcześniej. Najpierw wylądował na śmietniku historii, potem wrócił jako droga zabawka dla kolekcjonerów. CD idzie tą samą ścieżką, tylko z opóźnieniem.

Cayin CP6 nie jest sprzętem dla mas i nikt tego nie ukrywa. To deklaracja, że posiadanie muzyki na własność znowu kosztuje – i że znaleźli się ludzie gotowi za to zapłacić.
Dziwi mnie własna reakcja: zamiast parsknąć śmiechem na widok ceny, poczułem coś w rodzaju ulgi. Bo płyta, którą trzymam w ręku, nie zniknie, gdy jakaś platforma zmieni regulamin.


