Wszystko drożeje, a telewizory tanieją - i to ja płacę tę różnicę, tylko nie widzę tego na paragonie
Ceny telewizorów stoją w miejscu albo spadają, choć wszystko dookoła drożeje. Sprawdziłem, kto naprawdę pokrywa tę różnicę – i nie jest to producent.
Zauważyłem coś dziwnego przy ostatnich zakupach. Chleb, prąd, kawa – wszystko w górę. A telewizor tej samej klasy co kilka lat temu kosztuje tyle samo albo mniej. Coś tu nie gra.
Bo nic nie tanieje za darmo. Producenci od dawna sprzedają telewizory niemal po kosztach, czasem poniżej. Sprzęt to dziś tylko wejściówka – furtka do salonu, przez którą wchodzi znacznie bardziej dochodowy biznes.
Nie płacę przy kasie, płacę codziennie
Ekranem zarabia się nie na blasze, tylko na tym, co się na niej dzieje. Rekomendacje, reklamy na ekranie startowym, dane o tym, co i kiedy oglądam, kafelki aplikacji wykupione przez platformy. Telewizor stał się billboardem, który sam kupiłem i postawiłem w salonie.
To model, który znam z drukarek za grosze i drogiego tuszu. Tyle że tutaj „tuszem” jestem ja – moja uwaga i moje nawyki oglądania.
Dlatego niska cena telewizora przestała mnie cieszyć tak jak kiedyś. To nie prezent od producenta, tylko dobrze policzona inwestycja w to, że przez najbliższe lata będę oglądał dokładnie to, co ktoś zechce mi podsunąć.
Najtańszy sprzęt bywa najdroższy – płaci się za niego ratalnie, przez lata, uwagą.


