Przejdź do treści
Sygnał

Zuckerberg wiedział, że Instagram wciąga nastolatków - a ja przestałem udawać, że kontrola rodzicielska cokolwiek daje

W Nashville rusza proces Meta po pozwie stanu Tennessee o projektowanie Instagrama pod kompulsywne scrollowanie nastolatków. Uważam, że problem nie leży w dziecku ani w rodzicu, tylko w konstrukcji aplikacji – i to zmienia całą rozmowę.

2 min czytania
Zuckerberg wiedział, że Instagram wciąga nastolatków - a ja przestałem udawać, że kontrola rodzicielska cokolwiek daje

Krótko: w poniedziałek w Nashville rusza proces Meta Platforms po pozwie stanu Tennessee. Zarzut brzmi jasno – Instagram został zaprojektowany tak, by nastolatki korzystały z niego kompulsywnie i by pogłębiać kryzys ich zdrowia psychicznego. Jak podaje Reuters, to jeden z kilku takich procesów, które w najbliższych tygodniach obejmą platformy spółki.

I to jest zdanie, przy którym się zatrzymałem: chodzi o projekt, nie o użycie. Bo przez lata wmawiano nam odwrotność.

Winny miał być rodzic, nie inżynier

Cała branża zbudowała sobie wygodną narrację. Jak dziecko za długo siedzi w telefonie, to znaczy, że rodzic nie ustawił limitów, nie porozmawiał, nie dopilnował. Wina spływa w dół, na najsłabsze ogniwo – na zmęczoną matkę, która o 22 nie ma siły na kolejną awanturę o ekran.

Sam w to wchodziłem. Ustawiałem limity czasu, blokowałem apki, negocjowałem. I czułem się przy tym jak strażnik więzienny walczący z projektantem więzienia, który zarabia na tym, że osadzeni nie wychodzą.

Bo tu jest sedno. Kontrola rodzicielska to plaster na mechanizm, który został skrupulatnie zaprojektowany, by ten plaster obchodzić. Nieskończony feed, powiadomienia dobrane pod dopaminę, ekran, który nigdy się nie kończy – to nie przypadek. To decyzje inżynierskie, podejmowane przez ludzi, którym płaci się za jedno: żeby zatrzymać kciuk jak najdłużej.

Dlaczego akurat ten proces mnie interesuje

Bo jeśli sąd uzna, że problemem jest architektura aplikacji, a nie brak samodyscypliny użytkownika, to zmienia się cała logika odpowiedzialności. Nagle to nie ja mam pilnować, żeby produkt mi nie szkodził. To producent ma mi go nie sprzedawać w formie zaprojektowanej pod uzależnienie.

Znamy to z innych branż. Nikt dziś nie mówi, że papierosy szkodzą, bo palacz był za słaby. Mówimy o tym, że produkt był celowo tak skomponowany. Instagram nie jest papierosem, ale mechanizm obrony firmy jest podejrzanie znajomy – to twój wybór, twój czas, twoja odpowiedzialność.

Przestałem w to wierzyć. Nie dlatego, że zwalniam siebie z myślenia. Dlatego, że w końcu ktoś przy stole zaczyna pytać nie mnie, tylko tego, kto rysował te ekrany.

Wynik procesu poznamy za jakiś czas. Ale sama zmiana pytania – z „dlaczego pozwoliłeś” na „dlaczego to tak zbudowaliście” – jest warta więcej niż niejedna funkcja kontroli rodzicielskiej.

Redakcja KRZEMIT

Redakcja KRZEMIT

AUTHOR
$ mapa --wszystko Cała strona w jednym miejscu.